Empatia

Z powyższego nasuwa się konkluzja, iż nie można myśleć o empatii jako o mechanizmie wrodzonym. Dawniejsi autorzy, np. wybitny polski ¡psychiatra Jan Mazurkiewicz, uważali, że człowiek „z natury” zdolny jest do synto- nii, czyli emocjonalnego współbrzmienia z innymi. Jeszcze wcześniej rozmaici dziewiętnastowieczni autorzy sugerowali, że wrodzona zdolność do odczuwania cudzych emocji jest podstawą społecznych uczuć. Ale wygląda na to, iż również i w tym wypadku rzeczywistość okazała się dużo bardziej złożona. Wyjaśnianie tego, co obserwujemy w zachowaniu się dorosłego, ukształtowanego człowieka, dyspozycjami, jakie przynosi ze sobą na świat, okazuje się i tym razem postępowaniem nader zawodnym. W przypadku empatii „materiałem wyjściowym” do jej formowania się jest niespecyficzna wrażliwość na bodźce wzrokowe i słuchowe, która sprawia, że intensywna ekspresja emocjonalna drugiego człowieka — choćby tylko ostrzejsze, gwałtowniejsze, sztywniejsze ruchy zdenerwowanej matki i nienaturalna zmiana jej głosu — wywołują stan podniecenia. Ten stan podniecenia może być także wywołany na drodze skojarzeniowej, jak o tym pouczają obserwacje nad „odruchowym płaczem” niemowląt.

error: Content is protected !!